Gimbus, Khel, Roh??, bobby kontra JaRa, Zlej Pedro, lilnewbie, Adrian.
Mapa: Cursed Ravine
Statystyki
Armia
[url=hhttp://img819.imageshack.us/img819/4805/staty3k.jpg]Ekonomia[/url]
Wygrała drużyna 1.
Khelowi się bardzo podobała ta rozgrywka. Była pełna zawrotnych akcji, adrenaliny, polegania na sobie, a co najważniejsze - optymizmu i samozaparcia. Czterech graczy miało zmierzyć się z czterema. Północ zaatakować południe (bez aluzji do Korei). Jednak już po kilku minutach zostało nas o dwóch mniej. Zarówno lilnewbie, który wyszedł niemal natychmiast, tak i Gimbus, skarżący się na lagi, wyszli z gry. Chcieliśmy zrezygnować z dalszej rozgrywki, gdy z walki trzech na trzech wycofał się Zlej Pedro, co dało mojej drużynie przewagę w jednym graczu. Okazało się, że ani Adrian, ani JaRa nie byli pierwszymi lepszymi graczami. Zawzięcie produkowali swoje oddziały, by mi, bobby'emu i naszemu czeskiemu koledze (Roh??) złożyć wizytę. I chociaż mając najbliżej siebie owego Czecha, ubezpieczyliśmy się wieżami, nie dawało nam to obiecującej obrony przed nadciągającymi przeciwnikami. Szybko jednak na placu boju zostałem się ja i bobby, ponieważ Roh?? opuścił grę. Nie dość, że opuścił, a budował się ze mną na całym przeznaczonym nam terenie, to po jego odejściu miejsca kopalni zostały zajęte, żelazo niewykorzystane, do złota próżno się kopać. Tak się nie robi. Szczęście, że przed wyjściem z gry pozostawił swych żołnierzy, którymi można było posłużyć się, chowając przed napastnikiem. I to była pierwsza część rozgrywki.
Bierze aż dziw, że generalnie wiodłem pośród tych graczy prym. Gracz bobby okazał się bardzo dojrzałym graczem, nie zawiódł, choć wiodło mu się cokolwiek gorzej ode mnie (a o czym świadczą statystyki). Dwa razy w przeciągu gry przewidywałem nasz rychły zgon, on zaś trzymał się bardziej pozytywnej myśli. I jego wyczucie też się sprawdziło. Zbroiliśmy się do ostatecznej bitwy. Chociaż Adrian i JaRa już mieli na nas ruszać wszystkimi swoimi siłami, z czego ten drugi posługiwał się głównie żołdactwem (część stracił u wrót do miasta bobby'ego), gdy z ciemności wychynęły wszystkie nasze rezerwy, obaj nieprzyjaciele zarządzili odwrót. I do końca rozgrywki bili się o przetrwanie. Bobby'emu skończyły się skrzynie złota, toteż potrzebował mojego wsparcia, raz po raz zmagając się z JaRo. Ja w międzyczasie rozprawiałem się z Adrianem. Zaskoczył mnie miło liczebnością i siłą swoich żołnierzy oraz taktykami ataku znienacka szwadronem bądź piechotą lub istnej tyraliery. Dopiero po zlikwidowaniu mu warowni, Adrian opuścił rozgrywkę. Później zostało niewiele do zrobienia, bo wspomożenie bobby'ego w walce z JaRo. Bił się do ostatniego tchu i był równie dzielny jak Adrian. Obu tych graczy chciałbym w świetle naszego forum wyszczególnić, gdyż nie dość że walczyli, to i zachowywali się na poziomie. Nikt też nie uczynił honorowej autodestrukcji w stylu Khela.

Sam fakt, że Jaro i Adrian mieli całą trójkę przeciwnych sobie graczy niemal w garści, potem przy starciu dwóch na dwóch nie pozostawiali do życzenia. Nie wszystkie sztuczki prowadzenia batalii znali i na kilka rzeczy dali się nabrać, nie zmienia to jednak faktu, że byli godni podziwu. To samo z graczem bobbym. Bardzo statecznym i nadzwyczaj miłym.
