Co za bzdura. Nie zrozum mnie źle, ale to jeden z najbardziej miażdżących tekstów, jakie ostatnimi czasy przyszło mi czytać. Wszystko nadaje się tutaj do wymiany. Najlepiej napisać coś z pomyślunkiem całkiem od zera. Błędów językowych specjalnych nie ma, ale paradoksalność sytuacji oraz schemat mentalnego funkcjonowania bohaterów przerasta nawet podstawowe oczekiwania naszego środowiska. W najbliższym czasie być może coś skrobnę pod krytykę tego tekstu.Lancetik pisze:Była wiosna. Słońce uniosło się na niebo a król jeszcze spał.
Nagle go obudziło wiele wrzasków. Szybko wyjrzał zza okna a jego wioska była cała w płomieniach.
Kilka żołnierzy zbliżało się do jego zamku. Szybko się spostrzegł, że chcą go zabić, lecz miał na szczęście tylne wyjście. Musi uciec ze swoją żoną, szybko podszedł do łóżka, ale jej tam nie było.
Czyżby ktoś ją porwał.
Król się zezłościł niszcząc swoje okno srebrnym mieczem. Kawałki rozbitego okna pokonało żołdaków. Wyszedł z zamku. Podszedł do kilku swych poddanych, którzy nie wiedzieli, gdzie uciec.
-Chodźcie, za mną, ludzie. Trzeba im pokazać który król ma najwaleczniejszych rycerzy!-
Zaprowadził ich do niedalekiego domku, w którym jest kilka broni i obronnych rzeczy.
Wszyscy zdążyli wyposażyć się w ekwipunek.
-Ruszamy do walki.- krzyknął król wyjeżdżając na koniu ze stajni.
Kampania "The Bandits". [Lancetnik]
Moderatorzy: kuba11100, The Viking, Moderatorzy
- Sir Feliks
- Moderator
- Posty: 743
- Rejestracja: 03 sie 2009, 02:43
- Lokalizacja: Poznań
- Kontakt:
to pobierz jeszcze jego misje - tam też jest tekst.
ja dalej rozbudowuję mapę, fabułę później - najlepsze na koniec
ja dalej rozbudowuję mapę, fabułę później - najlepsze na koniec
http://senrix.pl/ - wkrótce się odrodzi
Biorę się za pisanie książki. Pytajcie, a dam poczytać.
Kampanię "Bitwa o Afirnatil" >kiedyś< zrobię.
http://www.knights.andmerchnats.cba.pl/ ... php?t=2067
Biorę się za pisanie książki. Pytajcie, a dam poczytać.
Kampanię "Bitwa o Afirnatil" >kiedyś< zrobię.
http://www.knights.andmerchnats.cba.pl/ ... php?t=2067
- Sir Feliks
- Moderator
- Posty: 743
- Rejestracja: 03 sie 2009, 02:43
- Lokalizacja: Poznań
- Kontakt:
spoko, poradzisz sobie.
na początku jest trudno.
Wymyśl fabułę,lub zrób sobie zamysł. Dalej wyobraź sobie jak powinna ta mapa wyglądać.
Następnie przypatrz się innym kolegom i komentarzom.
Wtedy spróbuj coś swojego - jak co mogę coś spróbować pomóc, w mapie czy w fabule.
na początku jest trudno.
Wymyśl fabułę,lub zrób sobie zamysł. Dalej wyobraź sobie jak powinna ta mapa wyglądać.
Następnie przypatrz się innym kolegom i komentarzom.
Wtedy spróbuj coś swojego - jak co mogę coś spróbować pomóc, w mapie czy w fabule.
http://senrix.pl/ - wkrótce się odrodzi
Biorę się za pisanie książki. Pytajcie, a dam poczytać.
Kampanię "Bitwa o Afirnatil" >kiedyś< zrobię.
http://www.knights.andmerchnats.cba.pl/ ... php?t=2067
Biorę się za pisanie książki. Pytajcie, a dam poczytać.
Kampanię "Bitwa o Afirnatil" >kiedyś< zrobię.
http://www.knights.andmerchnats.cba.pl/ ... php?t=2067
Pozwolisz, że sobie trochę jaja porobię, bo dawnom nie miał styczności z czyimiś scenariuszami. Twój będzie miał szczęście stać się już trzecim takim sparodiowanym na łamach naszego forum. Nie bierz sobie złośliwości do serca. Skup raczej na uwagach krytycznych, wystosowanych pomiędzy wierszami specjalnie do Ciebie. 
Swoją drogą, urokiem wiosennego słońca chcesz wywrzeć na czytelniku reakcję doznania niejakiej błogości, aby zaraz ukazać miasto w bezlitosnej pożodze, pełne z rękoma w górze hasających po placu dogorywających trupów. Konstrukcja zdania nie jest stabilna, bowiem sądzić można, iż na myśli masz akt wyjrzenia króla przez okno - i to ta sytuacja spowodowała dopiero płomienie na stropach hacjend. Mógł też się ubzdryngolić mości pan, przez co dostrzegał w swoim mieście uprzedmiotowienie własnego ognistego temperamentu.
Czekam na wersję drugą.
Tak więc: piękny początek. I na nim właściwie można by poprzestać. Na resztę scenariusza równie bezpiecznie się patrzy przez palce. Można się rozpisywać, niczym w panegiryku, na temat uroków natury właściwie bez końca. Wypełni to zaskakujące motywy przejawiające się później.Była wiosna.
Porównałbym to do mojego wymysłu: liżąc rurę wydechową zachłysnął się spalinami. Czyli dwóch jakoby nie pasujących do siebie fragmentów przypadkowych zdań, niestosownie ze sobą złączonych. Jedno nie wynika z drugiego jeśli chodzi o wydźwięk. Gdzieś tu nieśmiało tli się logika, ale samo zdanie jest niejako w drzazgach. "Słońce wznosiło się chyżo ku niebu", "Słońce kierowało się leniwie ku rozmarzonemu nieboskłonowi, okraszonemu wiosennymi refleksami". Tendencję do nadmiernej drzemki królewskiej łatwo jest wyeksponować wyraźniej. Nie bój się pisać o rzeczach, które nie przydadzą się czytelnikowi w wyobrażeniu sobie pozycji początkowych.Słońce uniosło się na niebo a król jeszcze spał.
To jest tak sympatycznie perwersyjnie poddane czytelnikowi, że nie sposób się nie uśmiechnąć.Nagle go obudziło wiele wrzasków. Szybko wyjrzał zza okna a jego wioska była cała w płomieniach.
Kilku żołnierzy. Początek może trochę nazbyt ubogi i nie stroniący od błahości, ale w miarę zrozumiały i do pozytywnego odebrania. Zdanie kolejne nie bez kozery psuje natomiast cały efekt. Szybko się spostrzegł - ślicznie, że dodałeś "się", takie niewymowne (można się bezeń obyć), ale jakiego górnolotnego charakteru dostaje początek. Znowuż: chcą go zabić/inne wyjście miał uzyskuje złe połączenie. Jedno nie wpływa na drugie. Jest niedosyt precyzowania adresata opisu. O "tylnym wyjściu" napisałeś, jakbyś przywiódł na myśl tylne wyjście ze sklepu. Takie małe, proste, do indywidualnego użytku. Można nim wyjść z zaplecza na zaułek, by wyrzucić kartony po pizzy. Potem wrócić do środka i zza kontuaru rozpamiętywać swoje przygody w "drodze śmietnikowej".Kilka żołnierzy zbliżało się do jego zamku. Szybko się spostrzegł, że chcą go zabić, lecz miał na szczęście tylne wyjście.
Z tego galimatiasu komfortowo jest utworzyć trzy odrębne zdania, uzupełnione szeregami opisów. "Musi uciec ze swoją żoną brzmi na pozór bardzo prymitywnie, jak przelotna myśl w czyjejś głowie, ale jest nader taktowna. Mało elokwentna, nie rokuje na przyszłość, z pewnością jest przesadnie kolokwialna. Rozumiem, że podkreślenie obecności żony zwróci się w przyszłości znacznym jej udziałem. Nie ma to jak w wiosenny, obiecujący poranek się obudzić, wyjrzeć za okno i zobaczyć płonące miasto. Nie zareagować podświadomie od razu zorientowaniem się, czy ktoś jest jeszcze w pomieszczeniu. Zwłaszcza, jeśli bywali w łożu królewskim. Domniemywać można o wczesnym wstaniu pierwszej damy dworu, ale to też dostaje od Ciebie niewyraźnego opisu ichże relacji. Podszedł do łóżka jest pozbawione sensu. I reakcja typowa jak w grze The Sims, kiedy postać "orientuje się" o braku czegoś, gdy podejdzie do danego punktu. Owe swoiste "dochodzenie" gra w ich życiu niebywale newralgiczną rolę. Nic nie zgoła czynić na odległość. A już najpewniej nie "myśleć".Musi uciec ze swoją żoną, szybko podszedł do łóżka, ale jej tam nie było.
Pierwsza sugestia wieszcząca katastrofę. Nie ma żony w łóżku. To chyba pierwszy taki raz, gdy skonfrontować go z leniwym wstawaniem, kiedy już słońce okryje swymi promieniami niebo. Żona nigdy przedtem zatem nie wymykała się z komnaty. I jeszcze ta presja wywołana rozgardiaszem na dziedzińcu tańczących umarlaków. Niekiedy jedno zdanie przesiąknięte być może zadowalającą dozą czarnego humoru. Podsumujmy dotychczasowe doznania potencjalnego czytelnika: zatem wstaje ranek z typową uchachaną buźką, król budzi się niepewnie i wtem kieruje się do okna, by spojrzeć na tańczących, niedomagających umarlaków w na poły spalonych ciałach oraz na oblany swym ognistym, hiszpańskim temperamentem miejskie pogorzelisko. Chyżo zbiera wątki w głowie i przypomina sobie o konieczności udania wraz z żonencją tylnym wyjściem, wzdłuż śmietników z kartonami pizzy. Przez czeluści komnaty wyszukuje spragnionymi chędożenia oczami wybranki swego serca. A gdy jej nie odnajduje, w lot gotów przewidywać skrzętnie uknuty spisek wymykania się żony skoro świt, by utracić pieczołowicie chronioną cnotę z nadworną statuą. Statua wspomniana mą inwencją twórczą.Czyżby ktoś ją porwał.
Bardzo paroksyzmowa reakcja wynikająca z nieopanowanej frustracji brakiem sposobności odbycia upragnionego stosunku, jak mniemam. Nie ma żony, zniszczę wszystko! Srebrny miecz pewnie charakteryzuje zbytek, jakim mości pan się otaczał. Jakkolwiek nie jestem w stanie z satysfakcją wyobrazić sobie niszczenie kamiennego okna za pomocą miecza. Napataczają mi się obrazy epoki kamienia łupanego, kiedy to frustrację wykazywało się za pomocą krzesanych iskier, gdy kamieniem uderzało się o kamień. Potęgowało to siłę oraz skrytą emocjonalną aurę niepohamowanych żądz. Lokując śmichy-chichy na planie dalszym, cały ten kawałek tekstu dałbym od razu na skreślenie. Żaden w pocie czoła układany rześko sceniczny ekwiwalent nie byłby w stanie zastąpić tego fragmentu i zarazem oddać ów nieokiełznany entuzjazm.Król się zezłościł niszcząc swoje okno srebrnym mieczem.
Zdanie brzmi całkowicie nieapetycznie i nieatrakcyjnie. Ma pokraczną formę oraz powoduje niepożądany uśmiech na twarzy czytającego. Kawałki okna jęły w mig żądlić swą nieodpartą osobowością poruszające się w wirze temperamentnego, królewskiego tańca, dogorywające ludzkie szczątki. Przy takiej wizji stosowanych alternatyw forumowicze przynajmniej będą w stanie się odpowiednio rozerwać. Należy wziąć pod uwagę zapatrywania okiennych odłamków (bez jakiejkolwiek wzmianki o szybie, mamy więc styczność z kamienno-odłamkowo-odłupkowym oknem) do raczenia swą wdzięczną osobowością jegomości, których krzyki rozpaczy pewnie dobiegały z zamkowego dziedzińca. Wszystko uzyskuje dopiero teraz całokształtu w logice, do której po łebkach należy cierpliwie dochodzić.Kawałki rozbitego okna pokonało żołdaków.
Kto wyszedł? Siłą dedukcji wychodzi sukcesywnie wyspekulować królewską mość. Ale czy królewska mość nie będzie łypała do nas spod byka, gdy okaże się, iż czytelnik jest w niewybaczalnym błędzie? Już jesteśmy w stanie snuć wnioski, iż król ma w zwyczaju szczuć odłamkami wdzięcznego okna napataczające się indywidua w postaci płomiennych od królewskiego temperamentu zwłok na plakatowym tle zadymionego w najlepsze miasta. Tu, kryjąc się przed razami, poczciwi poddani gotowi są kooperować z nadekspresywnym władcą. Być może przyszłymi ofiarami chędożonych zapędów na uraczonym odłamkami placu zamkowym. Moim zdaniem, ewidentnie potrzebna jest niejaka głębia w intelekcie bohaterów. Nie może być, że nie kierują się typowymi reakcjami po doświadczeniu zatrważających obrazów. Są zagubieni, jakby niedomagali. Zazwyczaj każdy ratuje siebie. Chyba, że jedyną drogą ucieczki było właśnie królewskie "tylne wyjście", co wyłącznie komiczni wynaturzone sytuacje.Wyszedł z zamku. Podszedł do kilku swych poddanych, którzy nie wiedzieli, gdzie uciec.
Czyżby jeszcze jakiś król przewodził zespołowi utkwionych w chwalebnym tanie zwłok, skierowanym zarazem na cześć wschodzącego słońca? Nazwijmy go tanem przesilenia. Bynajmniej nie wiosennego ni jesiennego. A przesilenia funkcjonowania umysłowego. Odda dramaturgię kreowanych scenerii. Poddani wiją się u podnóży murów, z których jest jedynie tajne wyjście ucieczką. Niestety o jego istnieniu wie jedynie król na wyłączność. Ale teraz - który? Oto jest pytanie godne niejednego nawiedzonego mozolnym znojem pisarczyka.-Chodźcie, za mną, ludzie. Trzeba im pokazać który król ma najwaleczniejszych rycerzy!
Prawdziwa burza w opowiadaniu. By ją w dosadniejszy sposób przekazać, to nieopisany dotąd drugi król w korowodzie tańczących, wijących się jak ameby lub bakterie pantofelka zwłok (poganianych niestrudzenie odłamkami okna, niczym biczami), skieruje osnuty ognistym temperamentem orszak ku rachitycznej hacjendzie, by zaznali wiosennego, słonecznego błogostanu w byle izbie. Można założyć, iżby dosyć mieli czarnego, gęstego smogu, trującego gardła i szczypiącego oczy. Ujęcie "kilka broni" nie posiada wytrawnego smaku, świadczy o słabym kunszcie. Pójdź może w kierunku pełnego przytoczenia goryczy danej sceny, w której bohaterowie nie próbują stać się herosami, a uzyskują obraz prawdziwie funkcjonujących ludzi. Naturalnych. Charyzmatycznych.Zaprowadził ich do niedalekiego domku, w którym jest kilka broni i obronnych rzeczy. Wszyscy zdążyli wyposażyć się w ekwipunek.
Moim skromnym zdaniem - jak zwykle przepełnionym horyzontalną wyniosłością - (tak, tak, to oksymoron jest), za dużo desperacji żywcem zerżniętej z Władcy pierścieni i tym podobnych tytułów. Nie przedstawia to w korzystnym świetle, jest oklepane i opatentowane. Nudzi, nie łudzi, nuży w kałuży (celowy, artystyczny zamiennik kontrastujący z "zanurzaniem"). Cały Boromir rzucający się z garstką na niezliczone zastępy orków.-Ruszamy do walki.- krzyknął król wyjeżdżając na koniu ze stajni.
Czekam na wersję drugą.
- Sir Feliks
- Moderator
- Posty: 743
- Rejestracja: 03 sie 2009, 02:43
- Lokalizacja: Poznań
- Kontakt:
Zakładam że, te trochę tekstu "rozebrałeś" bez mrugnięcia okiem. 
Jesteś fachowym rozbieraczem tekstów
Nie możesz jednak Lancetnikowi odebrać pomysłu, bo jakiś jest,
ale słabo go zaprezentował, choćby dlatego że, pewnie jeszcze młody dość jak na pisarzynę
Oby poprawiony tekst był lepszy...
Zmieniając lekko temat - dorobiłem kolejny kawałek do mej mapy.
Jeszcze parę zarwanych nocy i myślę że, zostaną tylko małe poprawki... oby
Jesteś fachowym rozbieraczem tekstów
Nie możesz jednak Lancetnikowi odebrać pomysłu, bo jakiś jest,
ale słabo go zaprezentował, choćby dlatego że, pewnie jeszcze młody dość jak na pisarzynę
Oby poprawiony tekst był lepszy...
Zmieniając lekko temat - dorobiłem kolejny kawałek do mej mapy.
Jeszcze parę zarwanych nocy i myślę że, zostaną tylko małe poprawki... oby
http://senrix.pl/ - wkrótce się odrodzi
Biorę się za pisanie książki. Pytajcie, a dam poczytać.
Kampanię "Bitwa o Afirnatil" >kiedyś< zrobię.
http://www.knights.andmerchnats.cba.pl/ ... php?t=2067
Biorę się za pisanie książki. Pytajcie, a dam poczytać.
Kampanię "Bitwa o Afirnatil" >kiedyś< zrobię.
http://www.knights.andmerchnats.cba.pl/ ... php?t=2067
Polecam zapoznać się z lekturą innych autorów. Choćby prawdopodobnie mój ulubiony tekst, który utworzyć pokwapił się koczais12. On w ogóle jeszcze żyje? Bardzo chętnie poczytałbym więcej od niego. Pisząc takie przepełniona walorami zakończenia, jak to z etapu drugiego na pewno mnie sobie zjednasz, prędzej czy później.
Na stronie trzeciej poddanego tematu salwowałem serię zachwytów. Mniej więcej otrzymując taką formę posuniesz się do przodu i łatwiej będzie dostrzec w scenariusz coś więcej, niż kolejny dęty zbiór przypadkowych akapitów. Może niejaką dozę... życia?
Jeśli chcesz, możesz użyć tego. Zrzekam się jakichkolwiek praw do autorstwa, możesz to spokojnie firmować własnym nickiem/nazwiskiem.Brzask wschodzącego słońca oświetlał nieśmiało jeszcze wyglądające z niedawno rozmarzniętej ziemi rośliny, gdy króla, spoczywającego w swojej komnacie, obudziły wrzaski. Poderwał się i doskoczył do okna. Ogień, dym? Pożar we wiosce? Spojrzał w dół i ujrzał trzech obcych żołnierzy zbliżających się pod okno jego wieży. Nie! To atak! Chcą mnie zabić! - pomyślał. Musi wziąć swoją żonę i uciekać!
Drgnął. Obudziły go hałasy, a jego żona, tak delikatna kobieta, dalej śpi? Odwrócił się i ze zdumieniem stwierdził, że królowej nie ma w łożu. Czyżby została uprowadzona?
Na myśl o takiej możliwości król wpadł w furię. Porwał swój srebrny miecz, wiszący na ścianie komnaty i zapamiętale począł uderzać nim w potężną okiennicę. Zrządzeniem losu czy celowo, mniejsza z tym, strącił okiennicę wprost na głowy oprawców. Cóż, okazuje się, że okna też stanowią wartość bojową...
Król prędko się przyodział i opuścił zamek. Ujrzał grupę ludzi, którzy zdawali się nie wiedzieć, czy i w którą stronę powinni pierzchać.
- Chodźcie ze mną, ludzie! Walczcie dla swojego króla! Pokażcie im, który król ma najlojalniejszych poddanych! - zagrzmiał, podchodząc do grupy.
Zaprowadził ich do zamkowej zbrojowni i rozdzielił pomiędzy nich broń i wyposażenie, a raczej resztki tego, co można by uznać za broń z królewskich magazynów. W drodze powrotnej rozkazał osiodłać i przyprowadzić sobie swojego rumaka.
- Do boju! - krzyknął król, opuszczając zamek na czele ostatnich wiernych mu ludzi.
To ty jesteś ten od multikont, tak? Chciałem tylko powiedzieć, abstrahując od tego, że(przepraszam za wyrażenie) gówno mnie to obchodzi czy to prawda czy nie, że każdemu należy się dobre słowo za ciężką pracę, zwłaszcza za pracę twórczą. A jeśli nikomu nie jest pilno chwalić tę pracę, to dobrze jest nawet samemu dodać sobie otuchy/podtrzymać na duchu.
Pracuj dalej, a twoje kolejne scenariusze będą coraz lepsze.
Trzym się.
http://wyslijto.pl/plik/kb23ud5tr7
Poprawiłem skrypty. A tak w ogóle to jak zauważycie jakiś błąd w mapie to od razu mówcie. To Konieczne!
Zapomniałbym.
Dzięki za przykład fabuły Wiedźmin.
Do Feliksa :
Ok.
Poprawiłem skrypty. A tak w ogóle to jak zauważycie jakiś błąd w mapie to od razu mówcie. To Konieczne!
Zapomniałbym.
Dzięki za przykład fabuły Wiedźmin.
Do Feliksa :
Ok.
Ostatnio zmieniony 15 lip 2011, 20:56 przez Lancetnik, łącznie zmieniany 1 raz.
- Sir Feliks
- Moderator
- Posty: 743
- Rejestracja: 03 sie 2009, 02:43
- Lokalizacja: Poznań
- Kontakt:
prosiłbym żebyś aktualizował pierwszy post, bo potem się bajzel zrobi... 
http://senrix.pl/ - wkrótce się odrodzi
Biorę się za pisanie książki. Pytajcie, a dam poczytać.
Kampanię "Bitwa o Afirnatil" >kiedyś< zrobię.
http://www.knights.andmerchnats.cba.pl/ ... php?t=2067
Biorę się za pisanie książki. Pytajcie, a dam poczytać.
Kampanię "Bitwa o Afirnatil" >kiedyś< zrobię.
http://www.knights.andmerchnats.cba.pl/ ... php?t=2067

