PS. Mam nadzieję, że zagrasz w misję 6 i ją opiszesz też, jak tam przeżycia.
[nowe misje] robi29, Cav
Moderatorzy: kuba11100, The Viking, Moderatorzy
Misja 6
Poziom trudności: Średnia [Medium]
Brawo! Podnosicie poprzeczkę! Nareszcie! Znalazłem dziwny błąd. Jak wykorzystam żelazo z tych gór to się szczyty zapadają i zostają dziury. Wkurza mnie jedno - nie czuję satysfakcji rozwalając wroga, który nie zapełnia całego, a przynajmniej większości terenu, na którym leży (mówię tu w szczególności o szarych). To dziwnie wygląda. Ataki nie były takie szybkie, zdążyłem się rozbudować, nawet miałem rulony w spichrzu i po 5 różnego wyposażenia. Dałem się jednak zaskoczyć z małą ilością złota. Musiałem się cofnąć o kilka minut wstecz. Cóż... Spojrzałem na wieże wroga i armię tam stacjonującą (jasnobrązowi) i pomyślałem: a robi mówił, że będą atakować i nagle jak na zawołanie z mroków wyskoczyli żołnierze
Straciłem moich toporników i ciężka jazda wróciła z powrotem. Kiedy kusznicy wroga byli zajęci ostrzeliwaniem warowni ja w tym czasie sformowałem 24 piechurów z lancą i 3 ciężkie jazdy, by ich wypędzić. Udało się. Do drugiego ataku zdołałem już sformować łuczników. Odparłem ich z dużymi stratami. Następnie rekrutowałem dalszych piechurów z lancą i łuczników. Po uzbieraniu niezłej gromadki podpuszczałem raz po raz jasnobrązowych piechurów z mieczem. W końcu przyszła pora karmienia. Znudziło mi się żmudne podpuszczanie po jednym oddziale (jakby tu ich wziąć wszystkich w chaos walki?). Ustawiłem piechurów z lancą i łuczników na moście, a jeszcze przed nimi 12 żołdaków, którym kazałem przypuścić szturm. Po krótkim wybiciu moich żołnierzy na most wlatywała ciężka jazda wroga ze spóźnioną reakcją. Wtedy ja podchodziłem bliżej. Moi łucznicy zaczęli strzelać. Rozgorzała się walka. Została ich garstka. Zrobiłem spory oddział piechurów z lancą i łuczników z kusznikami. Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. Zostali jeszcze szarzy, którzy siedzieli jak mysz pod miotłą. Moi strzelcy to byli teraz w większości kusznicy. Na trzonie armii pojawili się pikinierzy. Jako, że szarzy z przodu trzymali kuszników musiałem zastosować fortel ze szturmującymi żołdakami. Jak zwykle bitwa rozgrywała się w chaosie. Przegrałem, ale znacznie ich osłabiłem. Na dodatek komputer udowodnił po raz kolejny swoją głupotę pozostawiając poza mostem kilku pikinierów. Nie musiałem już stosować żadnych fortelów. Teraz albo nigdy. Kusznicy + piechurzy z lancą atakują szarych pikinierów, reszta ich armii rusza na pomoc. Rachu, ciachu i po strachu. Wkraczam, żeby imponująco zrównać tą twierdzę z ziemią i patrzę, a tu kilka budynków na południu sobie stoi. Wtedy właśnie nie poczułem tej satysfakcji

Poziom trudności: Średnia [Medium]
Brawo! Podnosicie poprzeczkę! Nareszcie! Znalazłem dziwny błąd. Jak wykorzystam żelazo z tych gór to się szczyty zapadają i zostają dziury. Wkurza mnie jedno - nie czuję satysfakcji rozwalając wroga, który nie zapełnia całego, a przynajmniej większości terenu, na którym leży (mówię tu w szczególności o szarych). To dziwnie wygląda. Ataki nie były takie szybkie, zdążyłem się rozbudować, nawet miałem rulony w spichrzu i po 5 różnego wyposażenia. Dałem się jednak zaskoczyć z małą ilością złota. Musiałem się cofnąć o kilka minut wstecz. Cóż... Spojrzałem na wieże wroga i armię tam stacjonującą (jasnobrązowi) i pomyślałem: a robi mówił, że będą atakować i nagle jak na zawołanie z mroków wyskoczyli żołnierze


